|
Są przykładem na to, że chcieć to móc. Udowodnili, że hobby z powodzeniem można zmienić w pracę - by w życiu robić to, co naprawdę się lubi. By poczuć szczęście i radość dzielenia się nim z innymi. Oni szczęściem obdzielają dzieci. Uwielbiają patrzeć na uśmiechnięte i radosne buzie najmłodszych . Centrum Twórczej Zabawy „Ale heca”, które założyli, ma -zgodnie z nazwą firmy- dostarczyć dzieciom zabawy i radości. Ale heca Ania Gowin i Dawid Sobczyk, bo o nich mowa, są parą. Poznali się w harcerstwie. Któregoś razu Ania, która pochodzi ze Zgorzelca, przyjechała do Świdnicy ze swoją drużyną… Tutaj spotkała Dawida. I, jak to się mówi, zaiskrzyło. Bardzo szybko okazało się, że łączy ich coraz więcej: pasje, odpowiedzialność, podobne marzenia, które natychmiast stały się wspólnymi marzeniami i niesamowita radość życia. Poczuli, że są dla siebie stworzeni. Od tamtego momentu są nierozłączni. Razem żyją i razem pracują. Ania i Dawid w ubiegłym roku założyli firmę, której misją jest dostarczenie dzieciom mnóstwa radości. Radości i twórczej, rozwijającej zabawy. Marzenia się spełniają - O tej firmie marzyliśmy od dawna, wykonywaliśmy podobną pracę w harcerstwie, a potem w firmach zajmujących się organizacją zabaw dla dzieci. Tam zdobywaliśmy doświadczenie, a zarobione pieniądze odkładaliśmy, by w przyszłości zainwestować we własną działalność tego typu- opowiada Ania. Sprawy nabrały szybszego obrotu, gdy dowiedzieli się o organizowanym przez miasto Świdnica konkursie na debiut gospodarczy. Stwierdzili, że spróbują, a nuż uśmiechnie się do nich szczęście. Pomysł mieli od dawna, musieli go teraz tylko ubrać w słowa i wpasować w dokumenty wymagane przez urząd. W pośpiechu pisali swój pierwszy biznesplan. Ucieszyli się, gdy poinformowano ich, że pomysł na działalność gospodarczą spodobał się i władze miasta zapraszają ich do kolejnego etapu konkursu, jakim była prezentacja przed komisją. Udany debiut gospodarczy - Był to ogromny stres. Komisja poprosiła mnie o zrobienie przedmiotu z długiego balonu, którą to umiejętność opisałam w zakresie prowadzenia działalności. Miałam to opanowane do perfekcji, uwielbiam te prace. Tego dnia trzęsącymi się ze stresu rękoma zrobiłam jednak najbrzydszego kwiatka, jakiego zdarzyło mi się w życiu zrobić. Byłam załamana. Ale okazało się, że osobom zasiadającym w komisji tak się on spodobał, że jedna z pań poprosiła mnie o kolejnego kwiatka dla wnuczka i zapytała, jakie kształty z balonów mogę jeszcze zrobić. Stres ustąpił, a ja dowiedziałam się, że prezentacja i pomysł Centrum Twórczej Zabawy Ale Heca został doceniony i w Debiucie Gospodarczym zdobyłam drugie miejsce – wspomina Ania. Dotacja 20 tysięcy złotych, którą Ania i Dawid otrzymali z miasta, pozwoliła na szybszą decyzję związaną z uruchomieniem firmy. Część pieniędzy zainwestowali od razu w sprzęt do zabaw. - Kupiliśmy mnóstwo sprzętu dla dzieci do zabaw. Dobrej jakości sprzętu, bo on musi być odporny na zniszczenia. Część środków przeznaczyliśmy na uszycie strojów, w które przebieramy się przyjeżdżając na imprezy do dzieci– opowiada Dawid. Poczta pantoflowa Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Dziś są już pewni w stu procentach, że ta Centrum Twórczej Zabawy to ich przyszłość. Na początku się bali, ale szybko okazało się, że na usługi, które świadczą, jest ogromne zapotrzebowanie na rynku. Obserwowali to zwłaszcza we Wrocławiu, gdzie wcześniej pracowali w identycznej branży. - Uruchamiając firmę myśleliśmy o rynku świdnickim, tymczasem bardzo często też jesteśmy zapraszani do organizacji zabaw we Wrocławiu- opowiadają Ania i Dawid. Ale Świdnica także ich już dość dobrze poznała, podobnie jak Świebodzice i Wałbrzych. Rodzice dzieci, którym Ania i Dawid zorganizowali niesamowite urodziny, polecają ich innym. I w ten sposób o Centrum Zabawy Twórczej Ale Heca dowiaduje się coraz więcej osób. Coraz więcej też korzysta z ich usług.
- Nie robiliśmy właściwie żadnej kampanii reklamowej, wszystko rozeszło się pocztą pantoflową przez znajomych, do tego stopnia, że dziś mamy prawie każdy weekend już zajęty. Przedsięwzięcie kręci się całkiem nieźle. Powoli wychodzimy na prostą. Mamy coraz więcej zleceń, i cieszymy się, że zdobywamy zaufanie na rynku – mówi Dawid.
Pomysł jest sztuką Organizują imprezy dla dzieci na zlecenie firm, a także bezpośrednio na prośby rodziców. Ich specjalnością jest przygotowywanie urodzin. Choć nie tylko. Nietuzinkowe pomysły, jakie rodzą się w ich głowach, doskonale sprawdzają się także, gdy trzeba zagospodarować czas dzieci podczas dużych imprez firmowych czy festynów. Gdziekolwiek pojawią się jako Ale heca”, zawsze dostarczają mnóstwa radości. I to zarówno dorosłym jak i dzieciom. Dzieci piszczą ze szczęścia, że mogą uczestniczyć w cudownych zabawach, którymi kierują piraci, magowie i wróżki, Indianie rycerze, księżniczki czy inne bajkowe postaci, w które raz po raz wcielają się Ania i Dawid oraz współpracujący z nimi animatorzy. Rodzice zaś cieszą się, że mają na kilka godzin swoje pociechy z głowy. Wiedzą, że się dzieci nie nudzą, że ich czas jest wypełniony po brzegi twórczą zabawą. Kontakt i zaufanie W tej pracy najważniejsze jest, by szybko złapać kontakt z dziećmi i zdobyć ich zaufanie. To niezbędny element dobrej zabawy. Im udaje się to błyskawicznie. Umiejętnie wyczuwają emocje najmłodszych. Większości rzeczy, które dziś robią, także szybkiego nawiązywania kontaktu z grupą dzieci, nauczyli się, jak przyznają w harcerstwie. – To doskonała szkoła życia. Uczy odpowiedzialności za drugiego człowieka i solidarności, a także odczytywania jego nastrojów i emocji – mówi Dawid. To właśnie w harcerstwie poczuli, że praca z dziećmi jest ich przyszłością. Wiedzieli, że kiedyś zajmą się nią zawodowo. Udało się. Marzenie się spełniło. Kolej na następne Na tym jednak nie koniec marzeń. Firma już jest. Ma się, jak mówią dobrze, ludzie ją znają. W niedalekiej przyszłości chcieliby mieć jeszcze własną salę zabaw. Koniecznie z pięknym dużym ogrodem. O marzeniu tym Ania opowiada z wypiekami na twarzy. Ona już oczyma wyobraźni widzi tę salę. Zna każdy jej kąt. Doskonale. Wie, gdzie stoją stoliki, gdzie leżą gry planszowe, na której półce, w której szufladce znajduje się ciastolina, czy gdzie chowana jest chusta Klanzy… Wie też, w którym miejscu będą znajdowały się sale dla rodziców i ciężarnych kobiet. Widzi nawet kolory ścian. Sali jeszcze nie ma. Ale będzie. Będzie na pewno. Koniecznie z ogrodem. – Musi być ogród, tak by w razie pogody dzieci mogły zażywać zabaw na świeżym powietrzu – opowiada Ania i liczy na to, że salę uda im się uruchomić bardzo szybko. Na razie nie znają z Dawidem jeszcze takiego miejsca, ale wierzą, że prędko je znajdą. I że znajdą też pieniądze na jej wyposażenie. Skrycie liczą, że uda im się odłożyć na tę inwestycję z wesela, które niebawem ich czeka. W sierpniu bowiem biorą ślub.
Tekst o firmie AleHeca
|