Stowarzyszenie głuchych szuka kolejnych sponsorów
Copywriting - Teksty PR

- Gdy zdecydowałam się na przyjęcie tych pomieszczeń na siedzibę stowarzyszenia, znajomi mówili mi, żebym się wycofała, że chyba oszalałam. Lokal w budynku przy ulicy Wrocławskiej 16 kilkakrotnie wystawiany był na przetarg, ze względu na swój opłakany stan nie znajdował jednak nabywcy. Byliśmy jednak zdeterminowani brakiem siedziby i w zasadzie zadecydował impuls, by powiedzieć: bierzemy – opowiada Mieczysława Krupa, tłumacz języka migowego, która od lat pomaga osobom o niepełnosprawności słuchowej. Chcą być ze sobą
Osobom głuchym, głuchoniemym, niedosłyszącym, które już w dużej ilości skupiła wokół siebie, zależało na siedzibie. Chciały mieć miejsce, by móc wreszcie się spotykać, integrować, uczyć. Kilka lat wcześniej próbowali dołączyć do innych stowarzyszeń, mających swoje siedziby, ale różnie to bywało. Każda niepełnosprawna czy chora osoba ma swoje „widzimisię”. Ludzie na wózkach swoje, stomiści swoje, a głusi swoje. Owszem, można czasami się spotykać, jednak praktyka właśnie tu, w Świdnicy pokazała, że każda grupa zintegrowana przez swój zdrowotny problemem, powinna funkcjonować osobno, by móc się dogadać. Osoby niesłyszące, niedosłyszące i niemówiące mają zupełnie inne bariery do przeskoczenia niż osoby na wózkach czy schorowane. Niemówiący są jakby zamknięci hermetycznie w słoiku. Jak mówiła kiedyś Mieczysława Krupa, krzyczą, lecz nikt nie słyszy ich krzyku, nikt nie rozumie. Stąd też metaforyczna nazwa Stowarzyszenia „Krzyk ciszy”. Osoby zrzeszone w tam, na pozór zdrowe, silne, normalne... Największym ich problemem jest to, że nie są w stanie dogadać się z nikim, kto nie zna ich języka. Języka ciszy. Bez pomocy osoby rozumiejącej ten język, nie są w stanie niczego sami załatwić w żadnym z urzędów. Po prostu nikt ich nie rozumie. Na tym polega ich dramat... Do tego problemu dochodzą następne, wynikające z tego, że osób niemówiących nikt nie rozumie. Gdy Mieczysława Krupa zaczęła swą misję na rzecz głuchych kilka lat temu, okazało się, że wielu z nich mieszkających zwłaszcza na wsiach i ich rodziny nie są świadome praw, jakie wynikają z ich inwalidztwa. Wielu nie wiedziało, że przysługuje im renta. Mieczysława Krupa natrafiała na osoby, które nie tylko nie miały renty inwalidzkiej, ale i dokumentów takich, jak chociażby dowód osobisty czy nie znały swojego peselu. Do tej pory udało jej się załatwić jej dziesięć rent dla niesłyszących i (!) niedawno jedno mieszkanie dla głuchoniemego małżeństwa, które ze swymi dziećmi mieszkało w strasznych warunkach. Aby móc prężniej działać, aby móc uczyć się wspólnie języka migowego, załatwiać kolejne renty i zrzeszać jak najwięcej osób z tym problemem potrzebna im była siedziba. Zwłaszcza, że swoje lokale mają już od dawna osoby o niepełnosprawności ruchowej czy  członkowie Towarzystwa Opieki ze Stomią „Życie”.
Dostali lokal
Półtora roku temu miasto przyznało im lokal w budynku przy ulicy Wrocławskiej 16, którego nikt nie nabył w kolejnych z przetargów. Znajomi odradzali im jego wzięcie. Byli jednak uparci i zdeterminowani. Wierzyli, że uda się doprowadzić  pomieszczenie do przyzwoitego stanu. Wiedzieli też, że będzie ciężko. - Czy podjąć się wzywania stworzenia siedziby w tym lokalu? -nad odpowiedzią na to pytanie nie zastanawiali się długo. Gdy obejrzeli budynek dokładnie, postanowili zaryzykować. Największym problemem był przeciekający dach. ABK „Nieruchomości Świdnickie” zgodziło się go wyremontować. Ale, wcześniej Mieczysława Krupa, musiała  wydeptać wiele ścieżek. Z ABK coś załatwić, o czym często informują nas nasi czytelnicy, nie jest łatwo... Jej się udało. To zadecydowało ostatecznie o tym, że lokal o powierzchni 60m2 na pierwszym piętrze niskiego, żółtego budynku przy ul. Wrocławskiej 16 zaczęli remontować na potrzeby swojej siedziby.
Po odgruzowaniu go przez członków stowarzyszenia, remontem zajęła się w zasadzie za darmo firma „Odnowa”, która wnosi w adaptację siedziby ogromny wkład pracy. Już teraz, odwiedzając trzyizbową siedzibę, widać istotne zmiany. Otynkowane i wygładzone ściany, od podstaw podciągnięta instalacja elektryczna i woda, wypanelowany materiałami uzyskanymi od „Bel-Polu” sufit – to wszystko, co już udało się zrobić.
- Gdy przypomnę sobie, ile tu na początku musieliśmy włożyć pracy, to nie mogę uwierzyć, że już się z tym uporaliśmy. W zasadzie to, że remont lokalu osiągnął taki etap, jest głównie zasługą wiceprezydenta Leszka Nowogrodzkiego, który nie jest obojętny na nasze sprawy. Jesteśmy mu bardzo wdzięczni. Drugą osobą, która przysłużyła się nam, jest Danuta Saul- Kawka, bez niej i radnych nie mielibyśmy tej siedziby. Tym osobom głusi będą z pewnością zawsze wdzięczni -  mówi Mieczysława Krupa. 
Pomogło wielu
W zasadzie do zakończenie prac adaptacyjnych jest bliżej niż dalej. W podstawowych sprawach pomogło wiele firm i osób. „Odnowa” zgodziła się pomóc w zakresie robocizny, właściciel „Wiadomości Świdnickich” Jerzy Kubara kupił płyty paździerzowe, „Bel-Pol” ufundował panele na sufit i na podłogę, Edward Kaspura za darmo wykonał projekty elektryki i nieustannie wspiera swoją wiedzą, Bank Zachodni dał 2,5 tysiąca złotych. Mieszcząca się w sąsiedztwie firma AS obiecała ufundować wymianę jednego okna, a znajdująca się tuż obok agencja B-kolor pomaga jak może, pozwalając korzystać chociażby z telefonu... - Dużo pomógł nam też proboszcz parafii pw. św. Andrzeja Boboli z ul. Wałbrzyskiej. Dzięki przyjacielowi głuchych Arkadiuszowi Rybczyńskiemu pozyskaliśmy potencjalnego sponsora. Pomogli także komornicy z placu świętej Małgorzaty, którzy dali 100 kopert na listy i znaczki.  Do tej pory wysłałam już ponad 130 listów z prośbą o pomoc w remoncie – opowiada Mieczyława Krupa.
Czekają na następnych
Mimo postępujących prac, potrzeba jeszcze wielu środków i wielu rzeczy, by lokal mógł zacząć spełniać swoje funkcje, by mogli spotykać się w nim członkowie Stowarzyszenia Osób Głuchych „Krzyk Ciszy”. Trzeba wymienić w nim okna, drzwi, wymalować wewnętrzne ściany, a także wyposażyć. Potrzebna jest muszla z deską sedesową do łazienki, umywalka, zlewozmywak, dwa podgrzewacze wody, piecyk elektryczny, dwie baterie, szafka pod zlewozmywak, meble do pokoju wypoczynkowego – przede wszystkim krzesła. Wierzymy, że znajdą się kolejni, hojni sponsorzy, którzy zechcą wesprzeć stowarzyszenie nieposiadające żadnych własnych środków finansowych. Wierzymy, że są osoby, które chciałyby, aby osoby z powiatu świdnickiego z niepełnosprawnością słuchową mogły się spotykać w godziwych warunkach i zechcą im w tym pomóc.
Wiara czyni cuda
- Gdy zaczynałam działać na rzecz głuchych, w Warszawie powiedziano mi, że nie będzie w Świdnicy żadnego klubu i stowarzyszenia. A ja uparłam się, że będzie i że zrobię wszystko, by osobom niesłyszącym i niemówiącym ułatwić życie w świecie słyszących – wspomina Mieczysława Krupa, która dla głuchych poświęciła się bez reszty...
Stowarzyszenie już jest. Zwiększa się też grupa ludzi, która od pewnego czasu, dzięki przeprowadzonej przez tłumacza języka migowego integracji, spotyka się, wzajemnie wspiera i odnosi sukcesy. Wierzymy, że przy Państwa pomocy, jak najprędzej uda się dokończyć adaptację ich siedziby.