|
Dokładnie 14 sierpnia wygasają zawarte na czas określony umowy o pracę trzydziestu ośmiu pracowników Zakładu Odlewniczego Pro-Cast sp. z o.o. Spółka ta, sprywatyzowana w ramach restrukturyzacji Świdnickiej Fabryki Urządzeń Przemysłowych przeprowadzonej przez Włodzimierza Hajduka, 14 maja br. Sąd Rejonowy w Dzierżoniowie ogłosił upadłość.
Więcej niż trzy miesiące? Syndyk Zdzisław Baczulis, który zarządza w tej chwili masą upadłościową „Pro-Castu”, otrzymał od sądu pozwolenie na trzymiesięczne prowadzenie produkcji w spółce. Okres ten kończy się właśnie 14 sierpnia. Można go jednak przedłużyć. - Istnieje możliwość, że sąd może wydłużyć działalność produkcyjną. Muszę jednak mu udowodnić, że przynosi ona zyski. Zamówienia cały czas są, jednakże wiadomo, że Pro-Cast ogłosił upadłość, bo koszty przerosły zyski. Największą bolączką, jeśli chodzi o koszty, jest umowa dzierżawy gruntu i budynków, którą trzeba płacić ŚFUP-owi. Syndyk ma jeszcze dziesięć dni na złożenie stosownego w tej sprawie wniosku do sądu.
Część załogi wróciła Gdy ogłoszona została upadłość, „Pro – Cast” zatrudniał pięćdziesięciu ośmiu pracowników. Wszyscy zostali zwolnieni, a część z nich otrzymała propozycje ponownego zatrudnienia w spółce w ramach umów na czas określony - do 14 sierpnia. Kilku fachowców, których zachęcano do powrotu na trzy miesiące, nie chciało wrócić do firmy. Były to osoby, które – jak twierdzi Zbigniew Baczulis – miały zapewnione świadczenia przedemerytalne. -Do spółki wróciło trzydziestu ośmiu pracowników. Jest to wystarczająca liczba, by sprostać wpływającym obecnie do zakładu zamówieniom i kontynuować produkcję – twierdzi syndyk. Tuż przed rozwiązaniem umów o pracę Zdzisław Baczulis zorganizował dla pracowników spotkanie ze specjalistami z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Powiatowego Urzędu Pracy. Udzielili oni pracownikom niezbędnych informacji w zakresie tego, co mogą uzyskać po zwolnieniu z pracy, gdzie mają się zgłosić.
Jeszcze 600 tysięcy Największą bolączka dotyczy pracowników. Z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych należy im wypłacić około 600 tysięcy złotych. - Pieniądze, z jakimi zalegano im do 14 maja, czyli do dnia ogłoszenia upadłości zostały już w całości wypłacone. Niektóre ze zwolnionych osób, nie otrzymały jeszcze wynagrodzeń za drugą połowę maja i czerwiec. To jest dramat tych ludzi. Chciałbym, by ich świadczenia, zostały jak najprędzej zaspokojone – mówi Zdzisław Baczulis.
Zawieszona w próżni? Powołany w czasie upadłości do spółki syndyk, ma za zadanie zaspokoić wierzycieli i sprzedać jej majątek. Z tym ostatnim w „Pro-Castcie” będzie spory problem. Problem, w którym po raz kolejny, ujawnia się, że ŚFUP (w strukturach którego przed prywatyzacją „Pro-Cast” się znajdował) był restrukturyzowany bez pojęcia. Lada dzień zakończy się wycena przedsiębiorstwa. Następnym krokiem jest sprzedaż całości. Ale czy będzie możliwa? –Sprzedaż całości będzie bardzo trudna. Jest tu bowiem dość skomplikowana sytuacja prawna. „Pro-Cast” nie jest użytkownikiem wieczystym gruntu, na którym stoją jego obiekty. Właścicielem jest Świdnicka Fabryka Urządzeń Przemysłowych. Tak ktoś to tutaj zrestrukturyzował – mówi syndyk. Słynnym reformatorem, który roztaczał przez pracownikami restrukturyzowanego od 1997 roku ŚFUP-u, był jego prezes Włodzimierz Hajduk. I tak o to, w chwilach takich jak ta, gdy trzeba myśleć o sprzedaży majątku, nagle okazuje się, że prywatna, wydzielona z dawnego molochu spółka zawieszona jest jakby w próżni. „Pro-Cast” na przykład ma swoje urządzenia i maszyny, budynki, ale nie ma swojego gruntu i budynków. Dzierżawi go za słone pieniądze od ŚFUP-u. -Inwestor, który będzie chciał kupić spółkę, będzie musiał odkupić od ŚFUP-u teren, na którym ona stoi. Nie wiem, czy to się uda. Nie rozmawiałem jeszcze z właścicielami ŚFUP-u o sprzedaży gruntu. Gdy będę miał już dokładne wyceny majątku „Pro-Castu”, będę próbował w jakiś sposób porozumieć się w tej sprawie z tamtejszymi zarządcami. Jeśli nie uda się sprzedać zakładu jako całości, będę prowadził jakąś wspólną politykę sprzedaży ze ŚFUP-em – twierdzi Zdzisław Baczulis.
Załoga to fachowcy Czy uda się sprzedać zakład, tak by dany inwestor kupił go z załogą? Dotychczasowe transakcje w ŚFUP-ie tak właśnie przebiegały. Syndyk twierdzi, że nie ma rzeczy niemożliwych, ale na to specjalnie nie ma co liczyć. - Byłoby idealnie, jeżeli ktoś taki znalazłby się - mówi. - Ta firma przedstawia pewną wartość, ale jej największą wartością są właśnie ludzie, doskonali fachowcy w zakresie odlewnictwa, formierstwa. Zdzisław Baczulis podkreśla, że chciałby, by odbyło się to wszystko z jak najmniejszą krzywdą dla pracownika. Upadłość to jednak zawsze dramat dla załogi.
|