Pierwsze ciecia syndyka
Wpisany przez Sylwia Osojca-Kozłowska

Andrzej Morawski, syndyk masy upadłościowej Świdnickiej Fabryki Urządzeń Przemysłowych rozpoczął zwalnianie załogi. „Solidarności” udało się wybronić połowę z blisko 90 proponowanych do zwolnienia osób. Niespodziewanie wypowiedzenie otrzymał także przewodniczący związku Wiesław Rybiński. Pracownicy mają żal do dyrektor zarządzania zasobami ludzkimi Barbary Wolanin, radnej miejskiej AWS, że bez skrupułów posyła ich na bruk.


- Jest radną, pierwszym głosem kościoła na osiedlu, a podpisuje nasze zwolnienia i nawet jej ręka nie zadrży – mówi Stanisław, jeden ze ŚFUP-owców, który straci pracę w najbliższym czasie. Zawsze tak było. - Dyrektor zasobów ludzkich tak pięknie pisała o bezrobociu w tych gazetkach wydawanych przez AWS, a drugą ręką podpisywała zwolnienia w ŚFUP-ie. Czyż to nie hipokryzja? Nie inaczej jest tym razem. Nie wstydzi się chodzić korytarzem wśród ludzi, którzy przepracowali więcej lat niż ona, których teraz wyrzuca. Rozumiem syndyka, on musi to robić. Ale ona nawet nas nie obroni, nigdy nas nie broniła.
Pan Stanisław nie jest odosobniony w swych odczuciach, gdy rozmawiam z nim, dochodzi jeszcze kilku mężczyzn, którzy zaczynają wtórować. - My jeszcze zostajemy w ŚFUP-ie. Nas obronił Wiesiek Rybiński, ale potem i on dowiedział się, że stracił pracę. Najpierw o nim nie było mowy. Jesteśmy przekonany, że to, że dostał wypowiedzenie, zawdzięcza pani dyrektor – twierdzą.


Odrobina wyczucia
- Wybroniłem przeszło połowę załogi, która znalazła się na liście do zwolnienia. Byłem zszokowany, gdy podczas tej bolesnej narady u syndyka dyrektor zasobów ludzkich, zżyta tak bardzo z kościołem, radna miejska powiedziała, że skoro nie zwalniamy tamtych, to trzeba zwolnić innych. Nieźle już dopiekła załodze ŚFUP-u, przykre, że na koniec też musiała to uczynić. Nie zna ludzi, nie wiedziała może nie chciała wiedzieć, że na liście są tacy, których żony potraciły pracę, że mają dzieci na utrzymaniu – mówi przewodniczący „Solidarności” Wiesław Rybiński, który od minionego piątku nie jest już pracownikiem ŚFUP-u.
Jak wspomina przewodniczący znaleźli się pracownicy, którzy zgodzili się odejść zamiast kilku osób będących w najtrudniejszej sytuacji życiowej przeznaczonych do zwolnienia. - Oni mają właściwie zapewnione zasiłki przedemerytalne. To piękny gest z ich strony – twierdzi przewodniczący.


Co z tego, że zapewnione
Zwolnienia odbywają się na podstawie artykułu 7a, co oznacza, że pracownicy zwalniani w trybie natychmiastowym otrzymają odszkodowania i odprawy. Wszystko dzięki dobrze wynegocjowanemu przez Solidarność Układowi Zbiorowemu Pracy. Zwalniany Wiesław Rybiński, który przepracował w ŚFUP-ie 23 lata, jak wyliczył otrzyma równowartość na przykład jedenastu średnich zakładowych pensji. Podobnie będzie z innymi, którzy rozstają się ze ŚFUP-em. Większość z nich ma bardzo długi staż pracy.
Niestety, zapewnione pieniądze to nie wszystko. Nikt tak naprawdę nie wie, kiedy je otrzyma. Nie można spodziewać się najlepszego, zwłaszcza gdy widzi się, że dawni koledzy, byli pracownicy „Zurpeksu” jednej z upadłych byłych ŚFUP-owskich spółek do dziś jeżdżą do Funduszu Świadczeń Gwarantowanych po swoje pieniądze. A Zurpeks przecież już dawno nie istnieje.


Żebrzą o swoje
Pracownicy zaczynają buntować się, że w dalszym ciągu nie ma pieniędzy na ich wynagrodzenia. Syndyk, mimo iż dawno złożył wniosek do Funduszu Świadczeń Gwarantowanych, nie ma pieniędzy na wypłaty. Dostał od związkowców pismo z informacją, że pracownicy i zwalniane osoby domagają się wypłaty wszystkich zobowiązań do 23 listopada br. – Niektóre nasze należności sięgają jeszcze maja i czerwca 2001 roku. Nie chcemy spędzać zbliżających się świąt o głodzie i chłodzie, gdyż Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych tworzonych jest z naszych składek przekazywanych do ZUS. W przypadku braku realizacji żądań zostanie wznowiona akcja protestacyjna w czasie i formie nieograniczona – czytamy w piśmie, pod którym podpisała się większość załogi. Pieniędzy nie otrzymali też w całości z funduszu strajkowego.


Rzecznik niedorzecznik?
Jacek Rugieł, rzecznik prasowy Zarządu Regionu Dolny Śląsk NSZZ „Solidarność”, skąd wypłacane są te środki, nie jest zorientowany w sytuacji. Nie wie, dlaczego pracownicy nie otrzymali jeszcze pieniędzy. Na temat sytuacji w ŚFUP- ie nie wiele miał do powiedzenia, poza tym, że Zarząd podjął uchwałę i że odwiedził strajkujących. W sprawie funduszu odsyłał nas do księgowości związku. Tam jednak nikt nie podnosił słuchawki. Solidarni z Wrocławia, czyli osoby u koryta władzy dolnośląskiej od dawna nie interesują się sytuacją Świdnicy. Opieszale lub wcale nie reagują na wydarzenia nie tylko ŚFUP-ie, ale i w PKS-ie, Magnezytach czy Pafalu. Wysyłane przez nich pisma, w których popierają działania tak naprawdę niewiele znaczą. Co z tego, że popierają, skoro nie wiele robią, by pomóc?
Tak więc załogi upadających zakładów pozostawieni są sami sobie.
Sylwia Osojca