Dali się nabrać...
Wpisany przez Sylwia Osojca-Kozłowska

Inwestor o nas nie dba, a zarząd nas czaruje Obiecał pracę, dobre zarobki, dziś zastanawiamy się, kto z nas będzie musiał odejść na bezrobocie. Nie wierzę w nowe rozwiązania, jakie proponuje zarząd, to kolejny wybieg, by łatwiej pozbyć się załogi, o którą nie umie się zadbać – mówi jeden z pracowników Zakładu Elektroniki Motoryzacyjnej Elmot Delco Remy, którego spotykamy pod bramą opustoszałego „Elmotu”.


Już nie wierzą
Od dłuższego czasu, o czym już pisaliśmy na naszych łamach pracownicy Elmotu łącznie z członkami zarządu mają bezpłatne urlopy. Blisko siedmiusetosobowa załoga zgodziła się na nie i na dwa dni pracy mniej płatne, by utrzymać obecne zatrudnienie. Teraz obawia się, że to wyrzeczenie na nic się zdało. Coraz głośniej o tym, że z ZEM-u odejść będzie musiało blisko stu pracowników. -Powiedziano nam, że tak musimy przetrwać do stycznia, a potem sytuacja się ustabilizuje, bo ruszymy z nowym wyrobem. Dziś już prawie nikt w to nie wierzy. Nie widać, by trwały przygotowania pod produkcję nowych wyrobów, a poza tym wymyślono, że część z nas będzie musiała przejść na pracę na pół etatu – mówi zbulwersowany pracownik o dwudziestoletnim stażu, który znalazł się na proponowanej liście zwolnień.

 


Nikt się nie przejmuje
Informacje o tym, że w zakładzie nie jest różowo potwierdzają działające na terenie zakładu związki zawodowe. Zarząd zaproponował im, żeby 120 osobom zatrudnionym w pionie produkcyjnym zmienić umowy o pracę, tak by od nowego roku przeszły one na pół etatu. Pracować, jak proponował zarząd, miały by tak do lipca. Co dalej? Nie wiadomo. Pracownicy, których o to zapytaliśmy, widzą wszystko w czarnych barwach. Z niekłamanym bólem mówią, że po lipcu nastąpiłaby z pewnością „zielona trawka”, czyli zwolnienia. A gdy te nastąpią, to nie będą mieli żadnych praw do zasiłku, bo aby je mieć, trzeba pracować w normalnym wymiarze godzin. Dziś czują się nabici w butelkę i mają pretensje, że nikt w zakładzie nie przejmuje się ich losem. Ani zarząd, ani związki, jak mówią.


Niech zaczną od siebie
– Zarabiamy nędzne grosze, od kilku lat nie dostajemy podwyżki. Teraz mamy zarabiać jeszcze mniej? Gdybym przeszedł na pół etatu otrzymywałbym trzysta złotych. Czy za to będę w stanie utrzymać swą niepracującą żonę i dzieci? Może prezes i jego zastępcy spróbowaliby. Jeśli im się uda, za takie pieniądze utrzymać przy życiu, zrobić opłaty, to mnie też się uda. Niech oni pokażą, że można. Zamiast tylko proponować niech zaczną u siebie szukać oszczędności – mówi inny pracownik „Elmotu”.
Wacław Suliński przewodniczący zakładowej „Solidarności”, już dawno nas informował, że w zakładzie nie jest dobrze, i że prezes zarządu Janusz Szostak, nie ukrywa, iż pewna grupa pracowników będzie musiała z ZEM-u odejść. Czy będzie to właśnie wspomniane 120 osób?


Wizje zarządu
Członkowie zarządu wierzą, że kłopoty Elmotu są przejściowe. Za powód obecnej sytuacji ZEM-u, choć zaprzeczają jakoby rzeczywiście ona była zła, uważają krach nastąpił na rynku motoryzacyjnym. W lipcu, prezes Janusz Szostak, cieszył się na myśl uruchomienia nowej linii produkcyjnej, mówił o rozrusznikach do Saaba, jakie produkować miałaby załoga Elmotu. We wrześniu miało być dobrze... Nie było. Nie jest i jeszcze przez najbliższych kilka miesięcy zapewne nie będzie. Choć owszem są nowe ambitne plany dotyczące spółki joint venture zawiązanej między Delco Remy a Hitachi. Jedna z jej firm miała powstać w Świdnicy, a załoga Elmotu produkowałaby alternatory i rozruszniki. Jak szacował prezes, Elmot produkowałby 4 miliony kompletów.
Pracownicy mają najczarniejsze myśli. Po propozycji redukcji etatów, która obok urlopów bezpłatnych, zamrożonych, będących na bardzo niskim poziomie pensji, nie wierzą, że nagle coś ulegnie tak radykalnej zmianie. Boją się utraty pracy, zwłaszcza że dowiedzieli się, iż Elmot ma docelowo stać się montownią Delco Remy, w której zatrudnienie znajdzie 300 osób. Czy rzeczywiście tak ma się stać? Na to pytanie nie otrzymaliśmy oficjalnej odpowiedzi.