|
"W strajku nie brała udziału obsługa pieców, które nie mogły być wygaszane, bowiem to byłoby jak podcinananie gałęzi, na której się siedzi - informował media przewodniczący KZ MOZ NSZZ "Solidarność" przy świdnickich "Magnezytach" - Tadeusz Makowski. Wyłączyliśmy też z tej formy protestu pracowników administarcyjno - biurowych. Skoro bowiem likwiadotrzy zapewniali, że będą intensywnie poszukiwać pieniędzy - nie chcieliśmy im tego utrudniać".
Od poniedziałku do piątku ubiegłego tygodnia trwał w mieszczących się przy ul. Westerplatte Dolnośląskich Zakładach Magnezytowch strajk okupacyjny. Protest przebiegał w godzinach pracy od 6.00 do 14.00. Głównym jego powodem było niewypłacenie przez likwiadtorów zakałdu pracownikom poborów za kwiecień. Ostatnią ratę pensji, która prawnie winna być wypłacona dnia 10 każdego miesiąca, likwidatorzy wypłacili załodze w czwartek 20 kwietnia.
Na płocie otaczającym zakład w trakcie protestu pojawiły się flagi i hasła "Chcemy godnie żyć", "Żądamy własnych pieniędzy". Po podwórzu, w pobliżu bramy przechadzali się ludzie w biało czerwonych opaskach na rękawach. Wielu z nich otrzymało wypowiedzania umów o pracę. "Dlaczego strajkuję? Bo po 34 latach pracy wywala się mnie na bruk, jak śmiecia. Do zasiłku przedemerytalnego został mi rok, a jednak dostałem wypowiedzenie. Nie mam nic do stracenia" - informował krążących pod bramami zakładu dziennikarzy Zbigniew Janeczko. "Uzyskaliśmy zapewienie, że do 21 maja br. wypłacone zostaną zaległe wynagrodzenia za kwiecień" - poinformował media Tadeusz Makowski. Pieniądze znalazły się dzień przed wspomnianym terminem. Dnia następnego, po przeprowadzonych rozmawach i referendum, zadecydowano się zawiesić akcję. Na jak długo, jeszcze nie wiadomo. Zależeć będzie to od tego, czy likiwdatorzy spółki Krzysztof Pieniążek i Krzysztof Gabory wywiążą się z danych załodze obietnic.
Początkowo w ogóle ignorowali oni pracowników. Próbowali ją nawet zastraszyć, o czym pisałam w zeszłym numerze naszego tygodnika. Straszono przede wszystkim zwolnieniem z pracy. Krzysztof Gabory,jak poinformowano mnie w środę w Dolnośląskiej Delegaturze "Solidarności" o godz. 7. 20 tego dnia po raz kolejny usiłował zastraszyć strajkujych. Poinformował on protestujących, że jeśli będą w dalszym ciagu strajkować, to w przyszłych miesiącach też nie otrzymają poborów. Likwidatorzy nie zjawiali się początkowo na organizowanych przez związki zawodowe spotkaniach z załogą, zignorowali też referendum, poprzedzające protest. Dopiero w momencie, kiedy rozpoczął się strajk okupacyjny zrozumieli, jak bardzo pracownicy są zdesperwowani. Wtedy też rozpoczęły się wstępne pertraktacje.
Agnieszce Bielawskiej, reporterce "Gazety Wrocławskiej" śledzącej sprawę "Magnezytów", prezes zarządu tej spółki, Krzysztof Piniążek powiedział - "Nigdy nie obiecywaliśmy pracownikom świetlanej przyszłości, bo realia są takie, jakie są. Naszymi głównymi klientami sa huty, a - niestety - w tej branży dzieje się coraz gorzej. Wypłaty świadczeń dla pracownikow są uzależnione od tego, czy nasi dłużnicy nam zapłacą. Dlatego nie jestem w stanie zagwarantować ludziom tego, że dostaną swoje pieniądze za dwa czy dziesięć dni. Na pewno wystąpimy do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych w kewstii wypłat odszkodowań i odpraw. Zresztą my tak naprawdę nie wiemy , co tych ludzi zadowoli. Bo nasze propozycje zostały odrzucone. Ale nikt nie powiedział, co wobec tego jest rozwiązaniem." (Gazeta Wrocławska - 18.05 br.)
Likwidatorzy od samego początku, czyli od chwili strajku ostrzegawczego, jaki załoga przeprowadziła 11 maja br., twierdzili, że strajk jest nielegalny. Ich zdaniem nie zostały zachowane wszystkie procedury przewidziane prawem. "... Strajkujący złamali przepisy - ograniczyli swobody obywatelskie. Przez dwie godziny nie wpuszczano i nie wypuszczano do zakładu ludzi. Ci, którzy chcieli wejść na teren firmy sterczeli pod płotem jak idioci. Rozmawiałem z przewodniczącym związków, chciałem, by przedstwili listę osób strajkujacych. Nie uczynili tego" - poinformował mnie w chwili rozpoczęcia strajku ostrzegawczego likwidator Krzysztof Gabory. Jedankże okazało się, że się myli. "Nasz protest jest lagalny" - powiedział mi w czwartek 20 maja Wiesław Modzelewski, który od początku uczestniczy w akcji magnezytowskich pracowników. "Potwierdził to pisemnie Zarząd Regionu "Solidarności", którego przedstawiciele byli na terenie zakładu i zapoznali się z przebiegiem protestu".
Stanowisko KZ MOZ NSZZ "Solidarność" w sparwie strajku okupacyjnego przekazane zostało likwiadatorom w środę, 19 maja, podczas ich spotkania z załogą. Strajkujący uzależnili zawieszenie strajku od wypłaty do 21 maja zaległych wynagrodzeń, wyniku rozmów w sprawie zakładowego funduszu świadczeń socjalnych (przypomnę - Zarząd nie odprowadził do niego 363 tys. zł), zapłaty za godziny strajku jak za czas pracy i zapewnienia niestosowania represji wobec pracowników, biorących udział w proteście. Wszystko to powinno zostać pisemne zagwarantowane przez likwidatorów. W kilku punkach podaczas przeprowadzanych rozmów osiągnięto porozumienie już we wtorek. Wówczas ustalono termin zaległej wypłaty na 21 maja. Likwidatorzy postanowili także, że wystapią do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych w sprawie wypłat świadczeń dla zwolnionych i zwalnianych pracowników. W środę, 19 maja, Krzysztof Gabory poinformował, ze zaległe za kwiecień wynagrodzenia pracownicy otrzymają wraz z odstekami. Punktem spornym w dalszym ciągu pozostawała wypłata za godziny strajku. Wypowiedzenia umów o pracę jeszcze przed rozpoczęciem strajku otrzymały 44 osoby. Piętnastu z nich umowy o pracę wygasły już w poprzednim miesiącu, kolejne będą musiały odejść w najbliższych trzech. Do 1 października zatrudnienie w Magnezytach zmniejszy się z 125 pracowników do 93.
|