|
Ktoś doniósł ogólnopolskim mediom, że na terenie basenu krytego przy ulicy Równej zarządzanego przez Ośrodek Sportu i Rekreacji w Świdnicy znajduje się „mały browar”. W piwnicach pływalni znaleziono kompletny osprzęt do warzenia piwa. Właścicielem znaleziska jest były dyrektor OSIR-u– Krzysztof Czarnecki, który twierdzi, że składował go tam przez kilka tygodni i niebawem miał przetransportować w inne miejsce. Policja, po nagłośnionej przez Gazetę aferze, ma sprawić, czy wszystkie garnki, butelki, transportery, rurki, wężyki, palniki, beczki, wanna, słód i inne znalezione przyrządy były tylko składowane, czy jednak przy ich pomocy produkowano w podziemiach świdnickiego basenu piwo.
Tajemnica poliszynela i sensacje Afera wybuchła 22 kwietnia, po tym, gdy Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł (z błędem ortograficznym w tytule) „Kierownik basenu naważył sobie piwa”. We wstępie do tekstu czytamy: „W podziemiach miejskiej pływalni w Świdnicy odkryliśmy piwo domowej roboty i aparaturę do jego wytwarzania”. Teoretycznie wszystko zgodnie z prawdą. Ale tylko teoretycznie. Bo zastanawiać może jednak to od kiedy dziennikarze Gazety samopas eksplorują podziemia i piwnice rozmaitych instytucji publicznych w nadziei na podobnego typu sensacyjne znaleziska. Prawda jest taka, że nie robią tego, a reagują, jak każdy przedstawiciel tego zawodu na informacje dostarczone przez innych. Czemu autorka opisująca odkrycie na basenie nie pofatygowała się, by napisać zgodnie z prawdą, że na trop nie wpadła sama z siebie, a do browaru Czarneckiego ktoś ją pokierował i jej go pokazał? Ktoś, kto wiedział o jego istnieniu zapewne od dawna. Nie wiadomo. W to, że w podziemiach basenu znalazła się przypadkiem jednak nikt z pewnością nie uwierzy.
O sprawie w Świdnicy mówi się – prowokacja. O tym, że w piwnicach basenu przechowywany jest sprzęt do produkcji piwa, wiedziało wiele osób. To była tajemnica poliszynela. Tym bardziej zaskakujące jest to, że o „browarze Czarneckiego” nie wiedział obecny dyrektor ośrodka Zdzisław Frączak. Jak nieoficjalnie mówi się doniesienie Gazecie i zrobienie z tego afery miało być kolejnym atakiem wymierzonym właśnie w niego przez grupę niezadowolonych ratowników pracujących na wspomnianym basenie.
Była produkcja czy nie? Zawiadomiona przez dziennikarkę Gazety policja ma sprawdzić teraz, czy znaleziony na terenie OSIR-u sprzęt był tam tylko składowany, jak twierdzi pytany o sprawę, były dyrektor ośrodka Krzysztof Czarnecki, właściciel aparatury, czy też przy jej pomocy warzono na basenie piwo – na co także wiele by mogło wskazywać. Były dyrektor od lat znany jest jako wielbiciel złotego trunku, a także jego „domowy producent” i organizator giełdy birofilistycznej w regionie.
Czarnecki twierdzi kategorycznie, że od dawna nie produkuje piwa, a sprzęt ten jedynie tam składował i niedługo miał go z OSIR-u zabrać. Nie miał na niego po prostu miejsca w domowej piwnicy, w której obecnie trzyma przedmioty związane ze swoją drugą pasją – wojskową. Skorzystał z dawnej znajomości z kierownikiem miejskiej pływalni Robertem Nowakowskim i przy jego przyzwoleniu złożył w piwnicach basenu sprzęt. Panowie nie zawarli żadnej umowy. Miała to być ponoć zwyczajna przysługa koleżeńska.
Nie wiedział i potępia Obecny dyrektor OSIR-u Zdzisław Frączak twierdzi, że nic nie wiedział o sprawie. A nieoficjalne wynajęcie pomieszczenia Czarneckiemu przez Nowakowskiego uważa za karygodne. Być może i jest to prawa. Choć jako szef OSIR-u powinien nadzorować placówkę nie tylko zza biurka. Powinien znać jej każdy kąt. Być może ta prowokacja będzie nauczką i dla niego i dla innych zarządzających. Jak pokazują ostatnie dni warto wiedzieć jednak, co kryje się nie tylko we zakamarkach własnego biurka, ale także w piwnicach i innych miejscach należących do instytucji, na której czele się stoi. Nigdy nie wiadomo, kiedy znowu jakiś dziennikarz-odkrywca sam z siebie postanowi zapuścić się bez pytania kogokolwiek do tej czy innej piwnicy. A co będzie jeśli zamiast browaru odkryje tam plantację marihuany?
Po prostu wstyd - Jest mi bardzo przykro, że takie inwestycje, jakie toczą się na terenie OSiR-u są przysłaniane i przytłaczane głupawymi pomysłami nieodpowiedzialnych ludzi – mówił o sprawie na piątkowej sesji rady miejskiej Waldemar Skórski, wiceprezydent Świdnicy, dodając, że na winnych posypią się nagany z wpisaniem do akt oraz zostanie im odebrana premia. - Jeśli po ekspertyzach okaże się, że na terenie OSIR-u dochodziło do produkcji, konsekwencje będą znacznie ostrzejsze – zapewnia Waldemar Skórski. Władze Świdnicy nakazały dyrektorowi OSIR-u przeprowadzenie inwentaryzacji. Ta potrwać ma do 22 czerwca. Jeśli podczas przeprowadzania spisu z natury znalezione zostaną inne rzeczy, które nie należą do ośrodka, a ich właściciel zostanie ustalony, OSIR nakaże zabranie ich.
O taki spis powinni pokusić się także szefowie innych instytucji. Jak pokazuje powyższa sytuacja - warto go mieć. Tak na wszelki wypadek.
|