Życie na wiadrach
Wpisany przez Sylwia Osojca-Kozłowska

Jeśli dach w budynku, gdzie mieszkają państwo Banasikowie natychmiast nie zostanie wyremontowany, przelewająca się do ich mieszkania na poddaszu woda, może doprowadzić do tragedii. Podczas deszczu strych mieszczący się nad ich mieszkaniem po prostu pływa. Z sufitu mieszkania Banasików, w kilkunastu miejscach przecieka woda. Ostatnio kapała też z żyrandola... Administracja Budynków Komunalnych „Nieruchomości Świdnickie” umywa ręce od odpowiedzialności. Nie naprawiła dachu, mimo obietnic złożonych na piśmie, w 1994 roku, teraz tym bardziej naprawić nie chce. Tłumaczy się tym, że trzy mieszkające w budynku rodziny wykupiły mieszkania na własność... i będąc współwłaścicielami budynku nie zgadzają się na remont pokrycia dachowego...

ABK nic nie robiło i nie zrobi...
Budynek przy ulicy Leśnej 1, bo o nim mowa, należał wcześniej do Fabryki Wagonów. Następnie stał się własnością miasta, a administrację nad nim zaczęło sprawować ABK „Nieruchomości Świdnickie”. W zasadzie to nikt nie pamięta, czy kiedykolwiek, od czasu, gdy tu mieszka, administrator przeprowadzał remont dachu. Dziś pokrywa go nieszczelna już papa, która jest dramatem mieszkającej tu od 1963 roku rodziny państwa Banasików. Od kilku lat, bezskutecznie, usiłują doprosić się, by ABK dokonało remontu.

 


Płacze z deszczem...
Mieszkańcy Świdnicy w minioną środę modlili się o to, by rzeka utrzymała się w swym korycie i by w końcu przestał padać deszcz, który w każdej chwili mógł być przyczyną zniszczenia ich dobytku. Błagalnie patrzyła w niebo także Donata Banasik, której powódź ze strony wezbranej Bystrzycy nie grozi. Z ulicy Leśnej, gdzie z rodziną zameldowana jest w trzypokojowym mieszaniu na poddaszu, do rzeki jest daleko. Jednak deszczu obawiała się, jak ci zamieszkali nad wodą. Ona i jej rodzina, w przeciwieństwie do mieszkańców nadbrzeża Bystrzycy, obawiają się każdego, nawet najdrobniejszego opadu. Opadu deszczu, a i śniegu. Mieszkanie na poddaszu Leśnej 1 od kilku lat nie spełnia podstawowych warunków bezpieczeństwa i zagraża zdrowiu i życiu zajmujących je lokatorów. W każdym z pomieszczeń w kilku miejscach przecieka sufit.


Potop z sufitu
Mieszkanie państwa Banasików odwiedziliśmy podczas ulewy, jaka nawiedziła Świdnicę w minioną środę. To, co ujrzeliśmy, przeszło nasze wyobrażenia. – Ja się wstydzę nawet tego pokazywać, bo to mieszkanie wygląda, jak jakieś slumsy, ale my nie jesteśmy sobie w stanie poradzić z tą wilgocią i pleśnią. Nie nadążamy tapetować i malować. Teraz to już nie ma sensu, szkoda pieniędzy. Niech pani popatrz – wskazuje pani Donata - kolejna nowa tapeta leży na szafie. Ale ileż razy można tak tapetować? Po miesiącu, dwóch znowu zaczyna wyłazić pleśń, grzyb i wilgoć. My tu nic sami nie poradzimy, trzeba ocieplić budynek i naprawić dach, z którego deszcz przelatuje na strych. A ze strychu do nas.
Na podłodze pokoju gościnnego stoi kilka pojemników, do których z sufitu kapie woda. Deszcz przecieka aż w pięciu różnych częściach sufitu. Z jednego odpadł spory kawał farby. Najniebezpieczniejszym miejscem jest żyrandol. Z niego także spadają krople wody. - To już nie po raz pierwszy – mówi Donata Banasik. -Ja potem przez kilka dni boję się włączyć światło w tym pokoju, przecież cała instalacja elektryczna jest przemoczona.


Łóżko z kąta w kąt
Pani Donata pokazuje mi dwa kolejne pokoje. Jak opowiada, w pokoju syna ostatnio z kąta w kąt przesuwane jest łóżko, by nie kapała na nie woda. Często zdarza się tak, że któryś z domowników budzi się w nocy z przemoczoną przez deszcz kołdrą. Łóżka przestawiane są w każdym z trzech pokoi. Czasami trzeba je szybko przesuwać nawet w nocy.


Strach zasnąć
W najgorszym chyba stanie jest sypialnia. Pani Donata odsłania zasłonę i pokazuje w okazałości zawilgoconą, zapleśniałą i zagrzybiałą ścianę, która rzuca się w oczy, tuż po wejściu do pokoju. Zerkam na sufit i... tu nieco się przerażam. Poprzednie dwa pokoje, mimo cieknącego deszczu, nie miały aż tak strasznie zniszczonego tynku i farby. Patrząc na taki sufit przed snem, aż strach zamknąć oczy. – Boję się, że to kiedyś runie nam na głowę. Wie pani jak wyglądają deski na strychu? Strach chodzić, całe są spleśniałe i mokre. Niewykluczone, że strop niedługo się zawali. My po prostu boimy się, że któregoś dnia dojdzie do tragedii – mówi Donata Banasik.
Kuchnia
W kuchni woda już nie cieknie. Na strychu w miejscu, gdzie niegdyś ciekło, stoi wielka wanna, którą po wypełnieniu się deszczowką, opróżniają. Ale tutaj także lało się mocno. W dalszym ciągu woda przecieka z nieszczelnych okien, których mimo obietnic nie wymieniono. W oknie kuchennym od zawsze jest tylko jedno skrzydło. Wewnętrzne. A powinny być dwa. Zewnętrze zapobiegające przed zimnem i opadami. Tego jednak nie ma, bo w każdym z czterech pomieszczeń mieszkania na poddaszu, są inne okna. I trudno je dopasować. Najgorzej jest w zimie. Ale oni i tak nic z tym nie robią – opowiada o mieszkaniu i opieszałości ABK „Nieruchomości Świdnickie” Donata Banasik.
Obiecanki cacanki
W 1994 roku ABK po interwencji nieżyjącej już teściowej pani Donaty, Joanny Banasik obiecało naprawić wszelkie usterki. Łącznie z wymianą skrzydła okiennego. Nie zrobiono nic. Dach został nietknięty. A jeśli toczyły się na nim jakiekolwiek prace, to odstawiono tak zwaną fuszerkę. W mieszkaniu na poddaszu sufity są przesiąknięte wodą. Cieknie w niemalże każdym miejscu.
Pismo od dyrektora
Podczas wizji lokalnej, jaką pracownicy ABK przeprowadzili na terenie mieszkania panstwa Banasików, brał udział dyrektor instytucji Eugenisz Borkusz. Oto, co napisał do lokatorów po wizycie:
„W odpowiedzi na pismo w sprawie stanu technicznego lokalu informujemy, że po przeprowadzeniu wizji stwierdzono konieczność wykonania n/w robót mających na celu poprawę warunków cieplnych jak również likwidację przyczyn zalewania mieszkania. Do planu potrzeb remontowych ujmujemy:
-remont kapitalny pokrycia dachowego,
-wykonanie izolacji cieplnej ścian zewnętrznych pomieszczeń,
-dorobienie brakujących skrzydeł okiennych.
Z uwagi na układ pomieszczeń, brak technicznych możliwości wykonania węzła sanitarnego w lokalu, lokalizacja pozostaje bez zmian” – pismo takiej treści otrzymała w 28 czerwca 1994 roku Joanna Banasik, nieżyjąca już teściowa pani Donaty.
Od tamtego czasu minęło siedem lat. Dach, który pokryty jest papą, przecieka znacznie bardziej niż w 1994 roku. Na strychu, mieszczącym się tuż nad mieszkaniem państwa Banasików, stoi woda. Donata Banasik boi się, że kiedyś ten przemoknięty sufit zawali się jej rodzinie na głowę.
Gdzie byli przez dwa lata?
Od 1994 r. nie zrobili nic oprócz ocieplenia jednej ze ścian wewnątrz mieszkania tzw. supermą (Ściana była po prostu za cieńka. Miała 15 cm, a nie jak powinna 25). Mieli ocieplić wszystkie, a skończyło się tylko na jednej. Ścianę tę, żeby było śmieszniej, ocieplali, w zimie. Mieszkańcy nie mogli w tym czasie ogrzewać pomieszczeń! Więcej  na poddaszu administrator nie uczynił nic, by polepszyć warunki życia państwa Banasików. Teraz w ogóle nie chce słyszeć o żadnym remoncie. Dach, który zaniedbali wiele lat temu, właściwie ich nie obchodzi. Nie oni mieszkają na wiadrach. Nie oni budzą się z mokrą kołdrą. Nie im leje się na głowę z sufitu...
- Powiedzieli mi, że w związku z tym, że trzy z pięciu mieszkających w budynku rodzin wykupiły mieszkania na własność, to ich remont dachu nie obchodzi. A mnie od kilku lat leje się na głowę i to już we wszystkich pomieszczeniach mieszkania - mówi pani Donata. - Tylko że prawda jest taka, iż mieszkania  lokatorzy wykupili w 1996 roku. A mnie w 1994 ABK miało wyremontować dach. Gdzie było przez dwa lata, że teraz udziela tak bezczelnych odpowiedzi? – pyta Donata Banasik.
Swe problemy mieszkaniowe sygnalizowała już dawno także w Urzędzie Miejskim. Zgłaszała to w Wydziale Mieszkaniowym, którym wówczas zarządzała jeszcze Ewa Dębiec. Prezydentem był Bolesław Marciniszyn. Urzędnicy też nic nie zrobili. Nikt nie poczuwał się do odpowiedzialności.
Mają już dość
Lokatorzy z poddasza mają już dość takiej sytuacji. Czynsz za ich mieszkanie wynosi ok. 135 złotych. Niektórzy za darmo nie chcieliby mieszkać w takich warunkach. Któregoś razu, podczas takich opadów deszczu, pani Donata zadzwoniła do ABK i powiedziała, że dopóki nie naprawią jej sufitu, to nie będzie płaciła im czyszu. - Co usłyszałam? – pyta kobieta. – Że jeśli tak zrobię, to  pozwą mnie do sądu.
Wspólnota się nie zgadza
3 grudnia 1999 roku ówczesny zastępca ds. techniczno-eksploatacyjnych Krzysztof Łukaszewski odpowiedział na wystosowane do ABK dwa miesiące wcześniej (!) przez mieszkańców  pismo. „W odpowiedzi na pismo z dnia 18.10.99r. Administracja Budynków Komunalnych „NŚ”, informuje, że zakwalifikowano do remontu pokrycie dachu w tym również przemurowanie kominów. W/w prace realizowane będą po uprzedniej akceptacji ich w formie uchwały przez właścicieli budynku na zebraniu wspólnot mieszkaniowych, planowanych w I kwartale 2000 roku”
Wspólnota ponoć się nie zgadza. Ludzie, którzy wykupili mieszkania, mieszkają na niższych piętrach. Im nie leje się na głowę z sufitu. Jeszcze. Bo nigdy nie wiadomo. Tak zaniedbany dach – wszystko może się zdarzyć.